sobota, 13 kwietnia 2013

TO NIE KONIEC

Moja twórczość na tym blogu się zakończyła, to prawda.
Ale chcę Was zaprosić do mojego nowego, innego, lepszego opowiadania. Ostatnio bardzo rozwinęłam moją twórczość pisarską, przez co zdecydowanie dojrzalej piszę - językowo i emocjonalnie.
Dlatego, dla tych nędznych 16 czytelników, którzy pod ostatnim postem dodali komentarze, mam małą "niespodziankę".
Możecie podziwiać mnie, jako autorkę NADAL!
Tutaj: http://the-shining-boy.blogspot.com/
Zapraszam, komentujcie.
Kocham Was,
Julka

czwartek, 28 marca 2013

UWAGA

Przeżywam właśnie tak zwany "dołek", jest źle.
Choć byłam na koncercie Justina Biebera (nie będę opowiadać, bo by mi z tego książka cała wyszła).
Mam do Was prośbę.
Pokażcie mi, że tu jesteście, skomentujcie ten post. Każdy, kto to czyta ma dać tu komentarz. W ankiecie odpowiedziało prawie 100 osób, więc logiką idąc, powinno tu być tyle samo komentarzy.
Ale nie będzie.
Wiem to.

Blog zostaje zawieszony do odwołania, może nawet na zawsze.
Pewnie za tydzień wymięknę, napiszę wzruszającą notkę, jak to Was kocham, nikt tego nie przeczyta, po czym usunę stronę, by nikt jej już nie znajdzie, niszcząc wszystkie zmarnowane popołudnia na pisaniu tych badziewi.
Przykro mi, choć pewnie niektórym z Was będzie jeszcze bardziej przykro.

I jeszcze jedno.
Nie bawcie się ze mną w te wszystkie Lib... (jak to się nazywało?) Awards, i tak nie odpowiem na Wasze pytania, sorry not sorry.

Mam tysiąc pomysłów na kontynuację tej historii, jednak żadnego nie opublikuję. Moje przyjaciółki znają już zakończenie, choć one, były ze mną od pierwszego rozdziału.

Skomentujcie to, wyraźcie szacunek do tej biednej Julki, niedocenianej przed wszystkich.
Kurwa, ale się nad sobą użalam.

Do następnego napisania...
Co ja się oszukuję,
do nigdy.

Pozdrawiam, Julka

sobota, 9 marca 2013

Imagin/Narry (Niall+Harry) cz. II

Bromance: Narry (Niall&Harry)
Opis: Imagin opowiada o nieświadomym zauroczeniu chłopaka, z pozoru, pewnego siebie. A obiekt jego westchnień? Okazuje się, że również nieświadomie czuje to samo. Jednak, czy są na tyle odważni, by przyznać się do swojego uczucia? Do swojej odmienności? Czy zdają sobie sprawę, że ludzie będą ich nazywać gejami?
Od Julki: Jest to imagin całkowicie niepowiązany z opowiadaniem o Niallu i Amy. Uwielbiam Narry'ego, a imagin jest dla @DameBiebur i @onerajs24 z Twittera.
Ostrzeżenie: Imagin, jak wiadomo, jest o tematyce homoseksualnej. Jeśli nie lubisz tego tematu, obrzydza cię to lub tego nie tolerujesz - nie czytaj. Proste.


Część I

Część II:

  Niall szedł do domu, słuchając popowych piosenek ze swojego starego telefonu. Nie był bogaty - raczej biedny - jednak nie przeszkadzał mu brak komputera czy najnowszego modelu telefonu. Zawsze oddawał się nauce, lubił to. Może dlatego wracał do domu samotnie. Nikt nie chciał z nim iść, pewnie dlatego że i tak nie mieliby o czym rozmawiać. W duchu bardzo żałował, że mieszkał w tej "biednej i ciemnej" stronie miasta. Bardzo chciał móc kiedyś odprowadzić Kogoś do domu, pocałować na pożegnanie. Zawsze o tym myślał, wracając ze szkoły. A tym Kimś zawsze był chłopak o zielonych oczach i najbardziej kręconych włosach w klasie.
  Przeczesując dłonią swoje farbowane włosy, wszedł po schodach do domu, rzucił ciche przywitanie do brata siedzącego na kanapie z kolejną już dziewczyną (a może raczej seksualną zabawką, kto wie). Wbiegł do kuchni i w pośpiechu chwycił ulubiony kartonik soku pomarańczowego. Zawsze lubił pić z takich opakowań, mama codziennie dawała mu różne takie soki. To było już drugie, wymienione tutaj, dziwactwo Nialla.
  Wszedł do pokoju, upił łyk pomarańczowej cieczy i usiadł na łóżku. Patrzył się na ekran telefonu. Czuł, że nie ma to żadnego sensu, ale chciał już, teraz, w tym momencie zobaczyć niezapisany numer na wyświetlaczu komórki, powszechnie nazywanej "cegłą". Numer, który należałby do słodkiego bruneta, o którym potrafił myśleć godzinę bez przerwy. Osoba z zewnątrz, mogłaby powiedzieć, że Niall wtedy po prostu tępo patrzy się w ścianę, lecz on jej tam nie widział. On widział tam Harry'ego, wyciągającego ramiona, by zaraz potem go przytulić. Harry'ego siadającego na łóżku obok niego, obejmującego jego szyję. Harry'ego wymawiającego z uwielbieniem dwóch, małych słów... I nagle Niall wrócił do rzeczywistości, bo zrozumiał, że z jego trampek właśnie w tej chwili kapie błoto. Zapomniał ich zdjąć. Znowu.
  Zsunął, niegdyś białe - teraz już na pół brązowe, na pół szare - trampki, kładąc je koło gitar. Rzucił na nią wzrokiem i niewiele myśląc, wziął ją w ręce i usiadł z powrotem na łóżko. Niedbale, jakby od niechcenia, ułożył palce na gryfie i przejechał palcami prawej ręki po strunach, tworząc czysty akord "G". Potem kolejno "D", "a" i "C". Powtórzył czynność kilkakrotnie, aż w końcu przemógł się i dołączył słowa:

If I was gonna go somewhere, 
I'd be there by now,
And maybe I can let myself down,

And thinking that I am unaware,
I keep my feet on the ground,
Keep looking around,
To make sure I'm not, 
The only one to feel low,
Because if you want,

I'll take you in my arms and keep you sheltered,
From all that I've done wrong
And I know you'll say,

That I'm the only one
But I know,

God made another one of me,
To love you better than I ever will*

  I znowu nie wytrzymał. Poczuł ciepłą ciecz pod powiekami, która nieproszona wylała się z oczu, na różowe policzki chłopaka. Szybko je wytarł. Nie chciał się nad sobą użalać, przecież jeszcze nie wszystko stracone. Przez biologię do serca? Tak... Ale jaką miał pewność, że Harry również okaże się... Ugh, Niallowi nie przechodziło to przez myśl. Skarcił się w myślach. Ale jaką miał pewność, że Harry również okaże się... gejem?

  Harry siedział przed telewizorem, u siebie w pokoju. Dopiero co wrócił z treningu drużyny piłkarskiej (swoją drogą chcieli zrobić nabory do drużyny, bo zaczął się nowy semestr i Harry musiał powywieszać ogłoszenia w szkole), wziął prysznic i już leżał przed telewizorem. Dziwactwem Harry'ego (a może jednak zaletą?) było to, że lubił nagość. W pewnym wieku u chłopców na pewno jest to normalne, bo zaczynają interesować się dziewczęcym ciałem - Harry to wiedział. Tylko, że on lubił chodzić po domu nago. I choćby nie wiadomo ile razy, jego mama i siostra prosiły, by coś włożył, odpowiedź zawsze brzmiała: "nie".
  Zamiast skupić się na ulubionym serialu, Harry myślał o projekcie z biologi. Oh, staph. Wcale nie myślał o projekcie, tylko o osobie, z którą ten projekt wykonywał. I choć nie miał pojęcia, jaki był temat pracy i co mówił do niego jego "współpracownik", był wyjątkowo zadowolony z tej środy. Może nawet zacznie lubić środy. Pod warunkiem, że to właśnie w środę wyzna mu miłość i, że to właśnie w środę go pocałuje, i, że to właśnie w środę umówią się na pierwszą randkę, i, że to właśnie w środę wezmą ślub. Tak, dopiero wtedy, środa będzie jego ulubionym dniem tygodnia.
  Harry chwycił swojego najnowszego iPhone'a, wyjął zmiętą karteczkę z kieszeni, przepisał numer, zapisał go, po czym kliknął zieloną słuchawkę. Wziął głębokie wdech i wydech.
  Zanim Niall odebrał, Harry zdążył jeszcze pomyśleć: "No to może, przez biologię do serca?"




*Ed Sheeran - U.N.I. - w imaginie/opowiadaniu jest to utwór własny bohatera, w rzeczywistości nie.




Ta dam! II część. Nie wiem ile ich będzie, ale imagin będzie takim mini-opowiadaniem.


Część dla Karoliny,

Julka

piątek, 8 marca 2013

Imagin/Narry (Niall+Harry)

Bromance: Narry (Niall&Harry)
Opis: Imagin opowiada o nieświadomym zauroczeniu chłopaka, z pozoru, pewnego siebie. A obiekt jego westchnień? Okazuje się, że również nieświadomie czuje to samo. Jednak, czy są na tyle odważni, by przyznać się do swojego uczucia? Do swojej odmienności? Czy zdają sobie sprawę, że ludzie będą ich nazywać gejami?
Od Julki: Jest to imagin całkowicie niepowiązany z opowiadaniem o Niallu i Amy. Uwielbiam Narry'ego, a imagin jest dla @DameBiebur i @onerajs24 z Twittera.

Ostrzeżenie: Imagin, jak wiadomo, jest o tematyce homoseksualnej. Jeśli nie lubisz tego tematu, obrzydza cię to lub tego nie tolerujesz - nie czytaj. Proste.


Część I:

  Harry'ego obudził głos mamy, która weszła do jego pokoju. Przeciągnął się leniwie. Środa. O zgrozo, zabijcie mnie - pomyślał. Zadowolony był tak bardzo, jak świnia dowiadująca się o tym, że zostaje szynką. Podniósł się z wygodnego i ciepłego łóżka i przetarł oczy, czując, że zrobił to za mocno przez co oczy będą czerwone. Wędrując do łazienki, zgarnął dużą dłonią biały t-shirt i pierwsze z brzegu rurki. Cokolwiek by nie założył, wszyscy będą mu mówić, że dobrze wygląda. Wszystko przez jego "pozycję" w szkolnym łańcuchu pokarmowym. W końcu miał tak wysoką pozycję jak król dżungli - lew - w prawdziwym, zwierzęcym łańcuchu.
  Trzepiąc burzą włosów, wyjątkowo dobrze dziś wyglądających, jadł śniadanie. "Jadł" to za mało powiedziane. Łapczywie pożerał naleśnika, zaczynając już wciągać na nogi swoje białe trampki przed kostkę. Zawiesił swoją brązową, skórzaną torbę na ramię i całując mamę, wyszedł z domu.
  Zastanawiał się, jak przeżyje ten dzień, bo, jak już sobie przyswoił, dzisiaj środa. Ś-r-o-d-a, to słowo powinno być zakazane. A czemu Harry nienawidził środy? Bo w środę były dwie biologie pod rząd. To powinno być karane, pomyślał.
  Jednak zaraz przypomniał sobie, że taka śmiertelna biologia ma jeden jedyny plus. Może się skupić na czymś innym niż tablica. A raczej na kimś. Pech (ale Harry uważał to za szczęście) chciał, że na biologii siedział sam. I tamta osoba też siedziała sama. A prawie na każdej biologi była praca w parach. Więc co robiła kochana pani profesor? Łączyła ich w parę. Myśląc o tym, Harry'ego zawsze przeszywał dreszcz. Bo to nie była taka para, jaką on by chciał. Oni byli jak współpracownicy przy projekcie. Choć w sumie Harry był tylko od spisywania. Nic nie umiał z tej nieszczęsnej biologi. A jego mama wymyśliła mu "korepetycje". Gorzej być nie mogło, myślał.
  Dochodząc do szkoły, poczuł klepnięcie w ramię. Odwrócił głowę. To Louis, wicekapitan drużyny Harry'ego. Przywitali się i słysząc dzwonek, mozolnie poszli do swoich klas.
  Mimo, że pierwsze cztery lekcje minęły Harry'emu bez przeszkód, bo z natury był pilnym uczniem, wraz z dzwonkiem ogłaszającym początek piątej lekcji, zrzedła mu mina. Tak, dwie biologie stoją otworem.
  Usiadł na swoim stałym miejscu, w trzeciej ławce przy oknie. Lubił siadać przy oknie, zawsze mógł podziwiać cudowne patio szkoły, świetnie widoczne z sali biologicznej. Błyskawicznie wyjął książki od biologi i coś do pisania, po czym podparł swoją brodę, opierając łokcie na ławce. Z ukrycia, dyskretnie (a przynajmniej tak mu się wydawało) zasłaniając się ręką, śledził wzrokiem wchodzącego do klasy blondyna. Ten zajął miejsce przed Harry'm, szybko wyjmując zeszyty. Ponieważ nauczycielki nie było jeszcze w klasie, blondyn odwrócił głowę na ułamek sekundy. Zielone spotkało niebieskie. Obaj nieświadomie poczuli "mini-zawał", jak to młodzież w ich szkole mawiała. Choć... może jednak poczuli to całkowicie świadomie i z chęcią?
  Po siedmiu minutach lekcji Harry już całkowicie "odpłynął". Pani profesor tłumaczyła coś na temat fotosyntezy jakichś niestworzonych zielsk. Rzucił okiem na dziwne rysunki na tablicy, zdezorientowany i znużony jednocześnie, po czym z powrotem przeniósł wzrok na plecy Nialla. Tak, właśnie tak miał na imię uroczy, niebieskooki blondyn. Niall James Horan. Harry sam nie wiedział, skąd właściwie zna jego drugie imię. Niall nigdy się mu nie przedstawiał. Może to przeznaczenie?
  Dziać się zaczęło dopiero po trzynastu minutach drugiej biologi. Po raz pierwszy to nie pani profesor przydzielała pary. Z jej ust padło "Dobierzcie się w dwójki". I wtedy Harry poczuł lęk. A co jeśli Niall wcale nie chce z nim być w parze, tylko robił to, bo pani kazała? Lęk minął jednak dziesięć sekund później, bo blondyn szybko się odwrócił i zdecydowanie zapytał:
 - Będziemy razem? - minę miał tak zszokowaną, że widać było, że sam nie wierzy w to, co powiedział. - Znaczy... Wiesz, w projekcie.
 - Ja-jasne, chętnie - zająknął się Harry, nie będąc świadomym tego, jak bardzo miał ochotę zacisnąć ramiona w uścisku wokół bioder Nialla.
  Całą lekcję robili szkice ich projektu. Znaczy: Niall przedstawiał propozycje, a Harry z uwielbieniem w oczach, za każdym razem mu przytakiwał. Tak naprawdę wcale nie słuchał blondyna. Zatracił się w jego oczach. Z-n-o-w-u.
 - Eee, Harry? Często moczysz się w łóżku? - zapytał Niall z nutą rozbawienia w głosie, a Harry przytaknął energicznie. W zamian usłyszał bardzo głośny chichot blondyna, co przywróciło go do rzeczywistości.
 - Yyy, a co mówiłeś? - zapytał cicho, czując, że rumieni się coraz bardziej.
 - Nie powiem ci, ale kiedyś wykorzystam tą wiedzę - uśmiechnął się szeroko i kpiąco jednocześnie. W tym momencie zadzwonił dzwonek.
  Chłopcy poderwali się jednocześnie. Niall wziął szkice projektu.
 - Niall? To kiedy się spotykamy? - zapytał Harry nieśmiało, po czym szybko dodał - No wiesz, żeby zrobić ten projekt - zarumienił się lekko.
 - Czekaj, dam ci swój numer - mruknął blondyn. Zapisał coś szybko na karteczce, a Harry czuł, że robi mu się słabo. Będzie mógł wpatrywać się w litery, ułożone w słowo "Niall" w jego telefonie.
 - Dzwoń - Niall wcisnął w rękę małą kartkę.
  Ich ręce się o siebie otarły. Na ręce Harry'ego spoczywała ręka blondyna. Obaj poczuli lekkie spięcie, zwarcie, paraliż. Prąd przeszedł ich po całym ciele. Ten przyjemny rodzaj prądu. Co ciekawe... żaden nie cofnął ręki.
Obaj byli świadomi, lecz jakby przez mgłę, że było to uczucie zakochania.



koniec części pierwszej, hope u like it.

wtorek, 26 lutego 2013

Rozdział Trzydziesty Trzeci

  Weszliśmy do jakiegoś domu. Niall zdjął mi bandamkę z oczu i gdzieś uciekł. W pokoju było ciemno... Zbyt ciemno, jednak coś - a raczej płomyczki ognia zapalające się jeden po drugiej, tworząc jakąś abstrakcyjną... siedemnastkę? Czeeeekaj, stop.
   I nagle stało się - usłyszałam mega głośne "Wszystkiego Najlepszego", buchnęły jakieś ognie, światła się zapaliły. Dalej słychać było tylko chóralne "Happy Birthday". I nagle mnie olśniło. Wcale nie jechaliśmy gdzieś daleko. Po prostu kołowaliśmy sobie spacerkiem (w samochodzie) po Londynie. A byliśmy w domu chłopców! Przede mną stało jakieś 30 osób. Większości nie znałam. Po imionach wymienić potrafię Nialla, Louisa, Zayna, Liama, Harry'ego, Josha, Danny'ego, Sandy'ego, Jon'a i Paula. Ale tak naprawdę tylko jedna osoba przykuła moją uwagę. Jeden chłopak. Josh Devine. Był moim Bogiem odkąd tylko go zobaczyłam. Przez pewien moment, kiedy był dla mnie bardziej przystojny niż wszyscy z One Direction. Będzie trzeba go obczaić. Czysto Directionersko oczywiście, hehe.
~*~
Impreza trwała w najlepsze, muzyką zarządzał Zayn, który (jak głosiła jego koszulka z napisem "DJ Malik") reagował dziś tylko na zwrot 'DJ Malik'. Fajnie mieć takiego DJ'a na swoich urodzinach. Skoro to tylko siedemnastka, strach pomyśleć co oni wykombinują na osiemnastkę. Szaleństwo. Alkohol lał się litrami i choć ja nie piłam, wszyscy goście byli już pełnoletni... Czemu ja nie mam znajomych w swoim wieku? A no tak, bo mam Nialla. Tort był w kształcie ogromnej gitary, zza której wystrzeliły wielkie sztuczne ognie. Wszyscy odśpiewali mi jeszcze raz 'Happy Birthday' i wrócili do szalonej zabawy. A potem zaczęły się prezenty. Zaczął Louis.
- Słuchaj, stara dupo, żyj nam tutaj sto lat i tak dalej, okej? - wręczył mi prezent. Odłożyłam go, ale Louis nalegał żebym otworzyła. Z paczki wyjęłam... plastikowego gołębia?
- To gołębica. Taka pani Kevin. Może będą małe Keviny - poruszał znacząco brwiami.
~*~
  Od Josha dostałam iPhone'a 6 (mówiąc szczerze nawet nie wiedziałam, że taki istnieje), a od Jon'a obudowę-misia do kompletu. Oprócz tego całą masę ciuchów, butów, akcesoria, rzeczy do nowego mieszkania/pokoju, słodycze (znowu chcą mnie utuczyć, chamy), bony, karty upominkowe, perfum i tak dalej. Z paczuszki od Harry'ego wyjęłam, cytuję: "seksowną bieliznę na gorące noce z Niallem". Oberwał za to po lokach, ale mimo wszystko prezent był okej. Przyda się... *śmiech*. Od Zayna wielkie lustro do pokoju, pasujące do wnętrza, od Liasia 745829073647 akcesoria dla mojego kota. A Niall?
- Chodź na chwilkę, kochanie - usłyszałam szept przy uchu.
  Chwycił mnie za rękę, po czym poprowadził mnie przed dom.
- Ja mam lepszy prezent - powiedział.
- Niall, dzieciaku, czy ty masz pięć lat? Będziesz się przekomarzał z kolegami, kto ma fajniejszy prezent? Przecież wiesz, że mi na tym nie zależy.
- Patrz - zignorował mnie.
- Gdzie?
  Jednak niepotrzebna była mi odpowiedź, bo przede mną stało sobie spokojnie białe porsche, okalane czerwoną wstążką. Oczy dosłownie wyszły mi z orbit. Czy to dla mnie?
- Słodkiej siedemnastki - szepnął, całując mój policzek.
- Niall, to jakiś żart? - spojrzałam na niego jak na wariata.
- Jest twój - wcisnął mi w rękę kluczyki, znowu całując mój policzek.
- Kurwa - szepnęłam z uwielbieniem.
  Niewiele myśląc, rzuciłam się na chłopaka, przytulając go jak najmocniej się dało. W końcu złączył nasze usta w czułym pocałunku. Chyba mu tego brakowało, nie całowaliśmy się ostatnio na tyle namiętnie, jakby sobie tego życzył.
  Jęknęłam mu w usta, gdy jego ręce zaczęły głaskać moje pośladki. Uśmiechnął się poprzez pocałunek, lekko liżąc moją dolną wargę i prosząc tym samym o dostęp do wnętrza mojej buzi. Rozchyliłam lekko usta i nim się spostrzegłam, jego język walczył z moim o dominację. Pomijając to, że Niall i tak był górą. Oderwaliśmy się od siebie z charakterystycznym mlaśnięciem. Oparłam o siebie nasze czoła, uśmiechając się do niego.
- Dziękuję - szepnęłam.
- To może pokażesz mi, jak bardzo jesteś wdzięczna, w moim pokoju, hm? - mruknął.
- Prowadź - odsunęłam się o krok, łapiąc go za rękę.
  Uśmiechnął się szeroko, słysząc moją odpowiedź. Pociągnął mnie w stronę drzwi, następnie na schody, wprost do jego pokoju. Gdy tylko weszliśmy przyparł mnie do ściany swoim ciałem, zaczynając kolejne, dzikie pocałunki.
  Błądził rękoma po moich udach, które oplatały teraz jego biodra. Moja sukienka była krótka, więc bez problemu doszedł do czarnych,  koronkowych majtek, podwijając ją leciutko do góry.
  Postawił mnie na ziemię, szukając na moich plecach zapięcia sukienki. Kiedy w końcu jego palce na nie natrafiły, pozbył się mojej sukienki. A więc stałam przed nim w samej bieliźnie. Przerwałam na chwilę pocałunek i by nie pozostać mu dłużna, zdjęłam mu koszulkę, dotykając lekko jego torsu. Jeszcze bardziej zaostrzyły mu się rysy mięśni od naszego ostatniego razu. Nie mogąc już wytrzymać, Nialler z powrotem wsunął swój język w moje usta, po czym bez uprzedzenia chwycił moje pośladki, podniósł mnie i przeniósł na łóżko. Położył mnie na materacu i kładąc się na mnie zaczął całować moją szyję, co chwila mocniej ją zasysając i podgryzając. Potem przeniósł się z powrotem  na moje wargi. Przez stanik zaczął się bawić moimi piersiami, masując je i gniotąc. Jęknęłam Niallowi w usta, co bardzo mu się spodobało. Lekko podniósł moje plecy, w celu odpięcia mojego biustonosza, ale nie pozwoliłam mu na to, przewracając nas tak, że teraz ja byłam u góry. Zaczęłam od zdjęcia jego obcisłych rurek, z czym miałam trochę problemu, co wywołało u nas atak śmiechu. Kiedy w końcu pozbyłam się tego zbędnego materiału, zajęłam się nagim torsem Nialla. Całowałam, lizałam, podgryzałam, ssałam gdzie tylko się dało, co zdecydowanie mu się podobało.
- Amy - jęknął przeciągle, co dało mi cichą motywację do dalszego działania.
  Bez żadnego cackania zdjęłam jegi bokserki, uwalniając jego całkiem już nabrzmiałego przyjaciela. Fajnie jest żyć z uczuciem, że to co się robi, kogoś podnieca. Już chciałam dobrać się do jego przyrodzenia, kiedy ten mi przeszkodził, przewracając mnie tak, by znowu był na górze. Jęk niezadowolenia wydobył się z moich ust, choć zaraz przerodził się w jęk rozkoszy, bo chłopak pozbawił mnie i stanika, i majtek. Byliśmy nadzy i podnieceni. Lepiej już być nie mogło.
  Cofam, jednak mogło - w momencie kiedy już we mnie wszedł. Chryste. Jęczałam jego imię, lub po prostu ciche 'aa', kiedy poruszał się co raz szybciej w tył i w przód.
~*~
  Opadłam obok niego padnięta. Chryste, co my zrobiliśmy...
- Niall? - powiedziałam cicho.
- Hm? - wydyszał zmęczony.
- Kocham cię - szepnęłam, całując jego zaróżowiony policzek.
 Najlepsze urodziny w życiu.

· · ·
Przepraszam Was, jestem do dupy.
Rozdział dla Karoliny, dzięki że jesteś.
Zapraszam tu: http://sing-with-me-come-on.blogspot.com/ < pisanie na tym blogu idzie mi jakoś lepiej.
Nie mogę uwierzyć, że nadal tu jesteście, odwiedzacie bloga, czytacie wszystko. Jesteście najbardziej oddanymi czytelnikami jakich w życiu miałam. 
Niech żyje NAMY! Niall + Amy = Namy [czytaj: Nejmi]
No to mamy bromance. 


20 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ, A CO! 
tym razem dotrzymam obietnicy, pojawi się prawie od razu po 20 komentarzach.

sobota, 16 lutego 2013

UWAGA

Jej, dawno mnie tu nie było. Nie wiem czemu was tak zaniedbuję... Ale.................. 32 KOMENTARZE? LUDZIE, WIECIE ILE TO JEST?! 23 tysiące wyświetleń i 107 głosów w ankiecie. Jesteście nieziemskie.

Tymczasem poszukuję kogoś, kto lubi Justina, Miley, Demi lub wujka Simona Cowella. Otóż jest opowiadanie o tych postaciach. Polecam wam je, błagam przeczytajcie, komentujcie <3

Oto ono: http://sing-with-me-come-on.blogspot.com/

Ostatnio wszyscy mnie olewają, nawet Karolina.
Nie wiem, czy pisać dalej?

Macie rację, jestem do dupy ;_____;

Pozdrawiam,
Julka.

czwartek, 17 stycznia 2013

Rozdział Trzydziesty Drugi

 UWAGA, WAŻNE!
 OD NIEDAWNA MAM SWÓJ FANDOM (LOL) LITTLE WHALES. WIĘC....... JEŚLI CHCECIE BYĆ MOIM MAŁYM WALENIEM - LITTLE WHALE, NAPISZCIE PRZY KOMENTARZU, LOL.

+ ZASTOSUJĘ MAŁY SZANTAŻ. ZOBACZYMY CZY SIĘ SPRAWDZI.
POD POSTEM MUSZĄ BYĆ 3 KOMENTARZE, BYM MOGŁA DODAĆ NOWY ROZDZIAŁ.
A WSZYSTKIE KOCHANE ANONIMKI, MAJĄ SIĘ PODPISYWAĆ, NP. ~ Angela, ALBO JAKOŚ TAK.
 ___________________________________________

  Następnego dnia obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. Nialler. Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Dzień dobry, moje kochanie - usłyszałam głos mojego chłopaka.
- Który to już raz mnie budzisz, co, skarbie?
- Obudziłem cię? Przepraszam, Ams. [czytaj: Ejms]
- Dobra, w porządku, tylko mi powiedz co się takiego stało, że dzwonisz do mnie o 9 rano, to do ciebie nie podobne.
- Bo wiesz, głupio wczoraj wyszło, rozmawiałaś z tym debilem i...
- Hej, Niall, nic się nie stało, to było zabawne.
- Serio? - sam się zaśmiał.
- No przecież mózg ci się przegrzał od dmuchania balonów. Może powinnam cię obejrzeć?
- A co takiego chciałabyś oglądać? - wiedziałam, że w tym momencie ruszał tak śmiesznie brwiami.
- Żeby ci się tylko nie kojarzyło, pucybusie - upomniałam go.
- To było wyzwisko?
- Potraktuj to jako... em... w sumie to, jako obelgę - roześmiałam się.
- No dzięki, zapamiętam to sobie. Ubieraj się śpiochu, wpadnę po ciebie o 7:00 wieczorem.
- I w związku z tym, że przyjdziesz po mnie za kilkanaście godzin - nie chciało mi się liczyć - musiałeś dzwonić o 9:00?
- Tak? - już widziałam jak się szczerzy.
- Boże, z kim ja żyję. Dobra, to idę się myć. Pa, kocham cię.
- Ja ciebie bardziej - rozłączył się.
  Okej, zapomniał o moich urodzinach. No ale w końcu wspominałam mu o tym tylko raz, więc czemu miałby pamiętać? Ale ja o jego pamiętam, to chyba najważniejsze. Cichaczem przetransportowałam swojego walenia (w sensie, że tyłek - stąd nazwa mojego fandomu - #LittleWhales lol). Szybko ubrałam się w byle jakie ciuchy <klik> umyłam się i zeszłam na śniadanie.
  W kuchni siedział już tata.
 - Wszystkiego najlepszego, moja prawie dorosła córeczko! - wydarł się, niosąc ku mnie wielki stos naleśników, polanych rozpuszczoną nutellą.
 - To żart? Ty usmażyłeś naleśniki? Ty usmażyłeś cokolwiek? - przeżyłam szczery szok.
 - Tak, specjalnie dla ciebie! - wypiął dumnie pierś.
 - Dziękuję, tatusiu - wpadłam mu w ramiona. Tak dawno tego nie robiłam. Był taki zapracowany przez przeprowadzkę. - Kocham cię.
 - Ech, ja ciebie też, grubasie.
 - Tato! - spojrzałam na mężczyznę uważnie. I dopiero teraz zauważyłam bardzo istotne zmiany. Na wiecznie różowych policzkach nie widać już było tej wiecznej radości, mimo starań właściciela. Czarna niegdyś czupryna zaczęła się już trochę przerzedzać, a pod oczyma przybyło parę zmarszczek. Mimo tego, był to najukochańszym mężczyzną, jakiego świat widział. Przynajmniej w moich oczach. Powróciłam do uścisku i cmoknęłam tatę w różowy policzek.
 - Rany, kiedy twoja matka miała tyle lat co ty, musiała już niańczyć dziecko. Jak ja się cieszę, że ty jesteś rozsądniejsza niż my byliśmy. A ten Niall... porządny jest - zrzedła mu trochę mina.
 - Tato, ej, nie zamartwiaj się. Nawet jeśli to przecież teraz zabezpieczenia są popularniejsze niż kiedyś i ogólnie dostępne. Zresztą w sumie... - zawahałam się. Powiedzieć mu, że mam już to za sobą? Raz się żyje.
 - Co takiego? - po jego głosie dostrzegłam fakt, że chyba wie co mam na myśli.
 - My... Bo ten... My już to... No wiesz.
 - Cicho, nawet mi nie mów. Nie chcę się na ciebie denerwować w twoje urodziny. Udam, że tego nie słyszałem, albo coś. Czekaj, zaraz wybuchnę znajdę tego chłopaka i wydłubię mu oczy... JESTEŚ W CIĄŻY?! Jak ty mogłaś?! Jesteś nieodpowiedzialna...
 - MADER FAKER, TATO, NIE O TYM DO CHOLERY MÓWIŁAM - wrzasnęłam. - NIE JESTEM W CIĄŻY, CZŁOWIEKU, KTÓRY NAZYWA SIĘ MOIM OJCEM.
 - Uff, o Boże, ale mi ulżyło. Przepraszam - znowu przyciągnął mnie do siebie i przytulił mnie do siebie.
 - Już dobrze, tatusiu.
 - Dobra, starczy tych czułości, jedz że to śniadanie.
  Usiadłam do stołu i nie myśląc o tej sytuacji zabrałam się za jedzenie.

***

  Cały dzień dostawałam SMS-y, telefony, tweety i posty na tablicy na Facebook'u z życzeniami urodzinowymi. Bardzo dużo Directioners o mnie pamiętało. Skąd one mają moją datę urodzin? FBI, nie nastolatki, kurde. Co ciekawe fanki chłopców o mnie pamiętali, a po chłopcach-ani śladu. Chociaż skąd oni mieli to wiedzieć (pomijając już trend #HappyBdayAmyHudson), skoro nawet Nialler nie pamiętał. W każdym razie oficjalnie podziękowałam za życzenia w internecie i tak dalej. Do tego od różnych ciotek podostawałam jakąś kasę, co wzbogaciło moje oszczędności, które odkładam na jakieś 696794 płyt, które chciałabym sobie kupić. Obiecałam sobie, że następnego dnia już wybiorę się do jakiegoś dobrego sklepu i zaopatrzę się w płytę Rihanny, Lany, Ed'a i Taylor Swift. I jakoś tak mi dzień zleciał. O 17:30 zaczęłam bardzo mozolnie się szykować, bo mówiąc szczerze nie chciało mi się nigdzie wychodzić. Ale Horan coś zaplanował, może nawet się postarał, a jak ten leń już się stara, trzeba to wykorzystać. Zresztą "dzień bez Nialla, to dzień stracony." Po za tym, normalnie dwa dni go nie widziała, więc zdążyłam już za nim zatęsknić. Co ta miłość robi z człowiekiem. Wyprostowałam niedokładnie włosy, by po chwili stwierdzić, że się kołtunią i zakręcić je z przodu, a z tyły zostawiając naturalnie pofalowane. Ubrałam sukienkę i do tego nowiutkie buty, które dostałam paczką od wujka z Irlandii (które wcześniej rodzice bezwstydnie przede mną ukryli), do tego wzięłam małą, elegancką torebeczkę na telefon (i błyszczyk!), i zaczęłam najtrudniejszą czynność - makijaż. Byłam ciekawa gdzie jedziemy, choć Horan kategorycznie wyraził się o tym, jako o rzeczy, którą "zobaczę". Na zasadzie "zobaczysz i daj mi spokój". Pusybus jeden.
  Zbyt mocno się nie malowałam, bo wiem że Niall tego nie lubi. Jakoś poszwendałam się po mieszkaniu, po czym usłyszałam klakson samochodu Horana (Niall ma samochód, i zdał na prawko, chwaliłam się?). Wyszłam z domu (ba! ja z niego, wybiegłam, potykając się na schodach - głupie obcasy!). Niall stał, opierając się o maskę samochodu, tak samo jak Zayn wczoraj.
 - Cześć, kocie - uśmiechnęłam się i pocałowałam chłopaka czule.
 - A teraz to nie pucybusie? Teraz jesteś miła? - uniósł jedną brew.
 - Oj, weź.
 - Dobra, już nic nie mówię - cmoknął mnie w policzek. - Mam dla ciebie niespodziankę, ale musisz pozwolić mi założyć to - w ręku trzymał bandamkę.
 - Dobra - odwróciłam się tyłem, by mógł mi ją zawiązać.

***

  Jechaliśmy już dobre 40 minut, kiedy w końcu się gdzieś zatrzymaliśmy. Niall pomógł mi wysiąść, bo ja nadal nie widziałam zupełnie nic. W sumie nawet się nie zastanawiałam co to może być. Nie chcę dociekać, bo popsuję sobie niespodziankę.
  Weszliśmy do jakiegoś domu. Niall zdjął mi bandamkę z oczu i gdzieś uciekł. W pokoju było ciemno... Zbyt ciemno, jednak coś - a raczej płomyczki ognia zapalające się jeden po drugiej, tworząc jakąś abstrakcyjną...

____________________________________

POD POSTEM MUSZĄ BYĆ 3 KOMENTARZE, BYM MOGŁA DODAĆ NOWY ROZDZIAŁ.